w stylu LOFT
Salon z aneksem kuchennym i łazienka
Mieszkanie w bloku jakich wiele - około 50 m², czyli klasyka gatunku. Przedpokój? Taki, w którym liczba drzwi zaczyna podejrzanie zbliżać się do poziomu
„a może by tak zrobić mapę”. Mała łazienka, pokój-szafa (bo jak wstawisz łóżko, to drzwi już raczej tylko symbolicznie pełnią swoją funkcję), zamknięta kuchnia i dwa pokoje, które… o dziwo, całkiem dają radę.
Stan wyjściowy? No cóż… był. I znalazł się ktoś odważny (albo szalony - granica bywa cienka), kto postanowił zrobić z tym porządek. Efekt? Z przedpokoju, kuchni i legendarnego pokoju - szafy powstał salon z aneksem kuchennym i to taki z klimatem, a nie tylko „bo trzeba było coś wyburzyć”. Przestrzeń odetchnęła, a drzwi przestały dominować życie mieszkańców.
Łazienka też przeszła swoją małą rewolucję. Wanna z obowiązkową suszarką zwisającą z sufitu odeszła na zasłużoną emeryturę. Na jej miejscu pojawił się duży prysznic i blat pod umywalką, który wreszcie daje miejsce na coś więcej niż tylko mydło. Owszem, pralka dostała bilet w jedną stronę do kuchni, ale w zamian w łazience sprytnie ukryło się cargo w kominie za toaletą czyli coś za coś, ale z klasą.
A te dwa „sensowne” pokoje? Teraz to pełnoprawna, przestronna sypialnia oraz gabinet, miejsce, gdzie można popracować… albo przynajmniej bardzo przekonująco udawać.
I tak oto z mieszkania „jakich wiele” zrobiło się mieszkanie „robi wrażenie”. Bo czasem wystarczy odrobina odwagi, trochę wyburzeń i dobry pomysł,
żeby 50 metrów ukazało światu nowe, nietuzinkowe oblicze.
drewno i szarości - skandynawskie podejście
Trzy łazienki
Masz ból głowy na myśl o łazience wielkości większej szafy? Spokojnie - da się! Jak ujarzmić przestrzeń od 2,5 do 3 m² i jeszcze wyjść z tego z godnością oraz miejscem na szczoteczkę? Oto trzy historie z happy endem. W każdej z nich jedno pozostało niezmienne - metraż. Cała reszta? To magia.
Pierwsza łazienka - skromne 2,25 m², ale ambicje jak w penthousie. Udało się tu wcisnąć prysznic 80×80, wiszącą szafkę, słupek (czyli meblowy wieżowiec), szuflady pod zlewem i blat z miejscem nie tylko na kubek ze szczoteczką, czyli mnóstwo miejsca do przechowywania. I zostało miejsce na toaletę. Czyli wszystko, czego trzeba, żeby żyć i nie zwariować.
Druga łazienka - zestaw jak wyżej, ale z bonusem w postaci klimatu vintage. Z sufitu dumnie wychodziły rury rodem z PRL-u, może był to element dekoracyjny, może inny przepływ geniuszu. Rury zostały, ale sprytnie ukryte, teraz to podwieszany sufit z miejscem na oświetlenie i może jeszcze coś o czym wie już tylko właściciel.
Trzecia łazienka - prawdziwy mikro-apartament: 1,8 × 1,8 m i zawrotne 2,2 m wysokości. Tu już nie ma żartów… a jednak są. Bo oprócz prysznica
(dla jednej osoby… albo dwóch, jeśli się naprawdę lubią), zmieściła się pełnowymiarowa pralka, piec gazowy z podłączeniem do komina, grzejnik i toaleta,
na której - co ważne - da się wygodnie posiedzieć i przemyśleć decyzje życiowe.
Morał? Metraż to tylko liczba. Reszta to spryt, pomysł i odrobina zaufania do projektu.
W stylu neutralnym, przytulnie i jasno
Salon z otwartą kuchnią, sypialnia i gabinet
Nie oszukujmy się, trudno dostrzec potencjał w mieszkaniu, gdzie ściany witają nas kolorem niebieskich spranych majtek, drugi pokój przypomina wagon
o wymiarach 6 × 3,2 m, a kuchnia zerka do łazienki przez okienko.
A jednak - te 50 m² w układzie „dwa pokoje i kuchnia” doczekało się swojej wielkiej przemiany.
Wystarczyło jedno konkretne „bach!” w ścianę i kuchnia otworzyła się na salon. Pokój-wagon zamiast udawać pociąg dalekobieżny, został sprytnie podzielony szklaną ścianką i zamienił się w dwa przytulne wnętrza: gabinet (dla dwóch osób) i sypialnię, w której w końcu można się zatrzymać na dłużej niż jeden przystanek. Jest też coś dla fanów mody i „nie mam się w co ubrać” to szafy od podłogi do sufitu o długości 5 metrów. Tak, pięciu. To już nie przechowywanie, to styl życia. Zakupy? Proszę bardzo, jest gdzie wszystko schować, nawet słusznych rozmiarów telewizor.
W salonie klimat robi biokominek, trochę nastroju, trochę ciepła i od razu człowiek ma ochotę usiąść i udawać, że czyta książkę. A przestrzeń? Na tyle sprytna, że pomieści niejedną imprezę, z szybkim i strategicznie ważnym dostępem do lodówki.
Podsumowując: potencjał był. Trzeba go było tylko wydobyć spod warstwy niebieskiego i zbędnej ściany.
Takie mieszkania mogą być też ostają dla rodzin z dziećmi, wystarczy nowy, dostosowany do oczekiwań projekt.